poniedziałek, października 25, 2004

"Nic smiesznego"

Sytuacja, dla kogos kto stalby z boku i patrzyl przez drzwi balkonowe na przyklad, mogla by sie wydawac przekomiczna: koles je sobie kolacje, za chwile sie zrywa, zaczyna wymachiwac rekami, po czym staje na rekach, pada na kolana i tak lezy przez piec minut. Mnie nie bylo ani troche do smiechu. Zakrztusilem sie zarciem. A poniewaz przypomnialem sobie podejrzenia o astmatyczno-uczuleniowe problemy z gardlem i historie z jajecznica, przez ktora kiedys malo sie nie udusilem, podczas gdy moja siostra w odpowiedzi na wrzask mojej mamy "Dzwon na pogotowie!" odpowiedziala z rozbrajajacym usmiechem "A na jaki numer?" (Mysh, pamietasz?:-), no i uswiadomilem sobie, ze jestem sam jak palec w mieszkaniu, jest pozno w nocy, sasiedzi chyba powyjezdzali na weekend, bo cisza dookola, to przyznaje, ze troche sie przestraszylem. Tym bardziej, ze zarlem granole(*), lyknalem jakis wiekszy kawalek i skubanstwo niezle sie zaklinowalo i nie chcialo wyjsc, bydle. Nastepnym razem na zawal sie wykoncze, zanim sie udusze :-).

Jak widac wcale nie trzeba pracowac w Pentagonie, zeby zyc i umrzez w D.C. Wystarczy qpic spreparowane przez terrorystow jedzenie do zaksztuszania ludzi :-). Efekt murowany :-). Doskonale dziala na przyjezdnych :-).

Uwaga, bedzie madrosc zyciowa nr 1 :-) "Zycie jest kruche jak ziarenka w granoli" - powiedzial wujek samo zlo i zabral sie za dalsze palaszowanie granoli :-).
---
(*) Granola - lokalna odmiana crunchy, czyli musli zlepionego miodem, czyli qpy prazonych ziaren zboz, orzechow, rodzynek (albo rodzynkow:-), i czego tam jeszcze da sie nawrzucac.

Niespodzianki piwniczne

Nie chodzi niestety o Piwniczna-Zdroj w zadnym razie. Robilem ostatnio pranie i jakims dziwnym trafem drzwi do kotlowni, czy jak to zwal, tak zwal, byly otwarte. Full wypas.

Pozory myla. Piekna sciana z jednej strony...

...a tak wyglada pustoscian z drugiej strony. Przerazenie bierze, jak sie na to patrzy. Potem sie dziwia, ze im domy odlatuja, jak huragany przychodza.

Indywidualizm w kazdym calu. Liczniki gazu...

...i liczniki pradu. Wiecej nie trzeba, woda ogrzewana pradem, chata ogrzewana gazem.

A to przyczyna wiekszosci moich problemow z telefonem. To sie nazywa przylaczenie do budynku. Kiedys klalem na zabezpieczenia linii telefonicznych w piwnicach naszych blokow - prosze bardzo, jestesmy sto lat do przodu.

Soczki

Dostalem zamowienie na wiadro soczewek kontakrowych, bo tansze niz u nas. No to wchodze na stronke, a tu tylko dwa rodzaje mozna wybrac: na prawe i na lewe oko. Wiec laps za telefon, krece numer i mowie, ze chcialem siemdziesiat siem pudelek takich to a takich, fafnascie innych i jeszcze cala litanie po jednym pudelku. A pani do mnie, ze chce recepte. No to ja galy! Recepte? Przeciez to nie Viagra, ani nie Nerwosol. Ale pani sie uparla, ze bez recepty nie bedzie. Trudno.

Kilka tygodni pozniej wyszlo mi bokiem jezdzenie bez okularow przeciwslonecznych codziennie rano i wieczor pod slonce. Poniewaz odstawilem soczki, a szkielka w moich patrzalkach przeciwslonecznych po ostatnim locie nurkowym nad kierownica roweru wygladaja jak krajobraz po zimowej orce na zamarznietym polu, postanowilem zamowic nowa pare szkielek od razu korekcyjna. No i znow uslyszalem po drugiej stronie sluchawki mila prosbe o recepte. Zesz tego bylo juz za wiele.

Nie wiem czy w Polsce trzeba miec recepte jak sie qpuje soczewki (na pewno nie przez internet, bo qpowalem), ani na szkla do okularow przeciwslonecznych (robi ktos takie wogole?), ale tutaj trzeba. Lobby okulistow trzyma sie niezle.

W kazdym razie umowilem sie na to badanie. Wszystko to samo, moze tylko troche wiecej sie pani okulistka nagadala, ale to tutaj normalne. Oczywiscie w nosie mialem cale badanie - chodzilo wylacznie o swistek. Dlatego nie przebieralem specjalnie w ofertach i pojechalem po kosztach wybierajac najtanszego okuliste w...
...sklepie z ciuchami oczywiscie :-).

Pokoj do zycia - czyli living room - wreszcie do zycia

Troche juz mialem dosc jedzenia posilkow na stojaco i wiecznego balaganu w najwiekszym pomieszczeniu mojego mieszkania, w zwiazku z tym zaraz po badaniu wzroku w sobote udalem sie do IKEI na zakupy stolu i lawy. Problemu z decyzja nie bylo zadnego - decydowaly oczywiscie koszty :-). Na szczescie udalo sie wszystko nawet zgrac stylowo do qpy. Zreszta wcale bym sie nie zdziwil gdyby sie okazalo, ze 75% uczestnikow programu USMP ma takie same meble, przynajmniej tych ktorzy maja dostep do IKEI :-). W kazdym razie taka lawe juz skladam przy dzielnej asyscie mojej zony jeszcze w Polsce bedac, a stol widzialem u Carlosa. Wiec nie przewidywalem zadnych problemow. Troche sie przeliczylem, bo stol+krzesla waza prawie 40kg. To nie jest duzo pod warunkiem, ze nie targa sie pudla, ktore jest tak duze, ze nijak nie idzie go utrzymac. Ale jak powiedzialo sie "A" i wepchnelo bydle do bagaznika (po rozlozeniu siedzien oczywiscie), to trzeba bylo zabeeeeczec i wytachac monstra do domu. Potem juz bylo latwo. Najbardziej cieszy fakt, ze jak wchodze do domu, to wreszcie pachnie swiezym drewnem, a nie swiezym lakierem na scianie i swieza wykladzina dywanowa :-).

Widok na drzwi balkonowe. Laptop oczywiscie przykuty lancuchem do sofy (oczywiscie, zaden problem rozlupac sofe, ale nawet wmurowanie zaczepu w sciane wiele wiecej nie da). Jakos nie mam zaufania ani do mieszkania na pierwszym pietrze, ani do zamkow w drzwiach, ani tym bardziej do zamkow w oknach.

Widok na kacik zarloczno-prasowalniczy (deska do prasowania ma nogi dlugosci 10cm - trzeba ja stawiac na stole :-). Kabelki i modemik oczywiscie czekaja niecierpliwie na upragniony internet :-).

Tajemniczy nocny gosc

Kiedy mocowalem sie z pudlami z meblami uwiezionymi w bagazniku samochodu podszedl do mnie ukradkiem...
...szop pracz.
Oczywiscie jak tylko sie odwrocilem dal noge na najblizsze drzewo (w zyciu bym nie przypuszczal, ze to stworzenie jest zdolne wdrapac sie na drzewo). Wlazl na galaz i siedzial. Nawet sie bardzo nie bal. Co prawda jak tak stalem i probowalem go po ciemku wypatrzyc, to zaczal sobie pod nosem warczo-mruczec niebezpiecznie, wiec wolalem wrocic do moich mebli.

No ale najlepszy numer to pokazal jak wracalem z druga tura - zobaczylem go jak sie wspina po plaskich deskach obudow klimatyzacji na naszych balkonach.

Tak sobie pomyslalem, ze fajna gadzina - moze bym i zaczal nawet dokarmiac, ale cholera wie czy nie ma jakiej wscieklizny, albo innego nie wiadomo czego wyhodowanego przez naukowcow z NASA, albo z Archiwum X na przyklad. Zreszta zamiast szopa pracza wolabym chyba drewutnia prasowacza :-). Pranie da sie jeszcze przezyc :-).

Takie to cos pomiedzy kotem, rysiem i malym niedzwiadkiem.

Swieci jak kot. Dobrze, ze "dlugich" nie wlaczyl, bo jeszcze by mnie oslepil.

To, ze wylazl na drzewo to jeszce nic - skubaniec potrafil sie wyspinac po naszych drewnianych balkonach na dach.

Pozdrawiam, pozdrawiam...

Dostalem dzisiaj maila od ZOZMSWiA. Przyznaje, ze poczatkowo poczulem pewne zaniepokojenie, bo a nuz nasze niesamowite (Kinga, Kinga!:-) sluzby mundurowe namierzyly moja szpiegowsko-inwigilacyjna dzialalnosc za oceanem:-)? Na szczescie to tylko dzielna zaloga dzialu finansow szpitala na Galla z moja mama na czele:-).

Pozdrawiam serdecznie mame, Ele Nazim, oraz cala reszte dzialu finansow, ktora w dobie obecnych przekretow z panem K. na czele i generalnego niedostatku nakladow na sluzbe zdrowia probuje utrzymac szpital w jakies sensownej kondycji finansowej i wyplacac wynagrodzenie na czas (mam nadzieje, nie jestem na biezaco :-).
A Blogger Galadriel na to:

Hello,

Właśnie wypisałam się z wspomnianego ośrodka zdrowia na rzecz warszawskiego na Ochocie, potestujemy :)

Pozdrawiam, uściski z kraju

Gabi

10/28/2004 7:57 AM  

Prześlij komentarz

<< Powrót / Close

czwartek, października 21, 2004

Brak Internetu

Ciekaw jestem jak to wyglada w Polsce - przeprowadzilem sie na druga strone ulicy (powod by prosty, nie chcialem mieszkac na pierwszym pietrze, czyli w suterenie). Postanowilem zatrzymac numer telefonu i DSL, czyli internet. Z telefonem nie bylo problemu, na drugi dzien zostal przylaczony (podobno, z innych powodow nie bylem tego w stanie zweryfikowac). A na internet musze czekac prawie 4 tygodnie. Jak mi jeszcze ktos kiedys powie, ze Stany sa zaawansowane technologicznie to nie uwierze. W kazdym razie znuff nie mam dostepu do sieci w domu. Zreszta gdybym wiedzial, ze bede mial takie przejscia, to wogole bym zrezygnowal i pomyslal o jakiejs telewizji kablowej z szerokopasmowym dostepem. Ech... porazka. Nigdy nie mialem tej przyjemnosci, ale moge sobie w takim razie wyobrazic jak dziala Blekitna Linia Telekompromitacji Polskiej... Niewyobrazalna dla mnie jest ilosc departamentow w takiej info-linii: sprzedaz, naprawa, przylaczenie, odlaczenie, internet, rachunek... Oszalec mozna. I za kazdym razem trzeba w kolko powtorzyc o co Ci chodzi. Albo pogadac z maszyna, ktora przedstawi Ci milion opcji, z ktorych zadna nie pasuje do Twojego problemu, po czym uslyszesz mily zenski glos "niestety nie zrozumialam, ktora opcje wybrales" i glupi automat sie rozlaczy. Czy tez wklepujesz swoj numer, po to, zeby sie dowiedziec, ze automat po sprawdzeniu Twojego konta nie jest w stanie Ci pomoc, zaraz Cie polaczy z reprezentantem, ktory ponownie poprosi o Twoj numer telefonu!!! Nawet w mojej pracy jest to zauwazalne: miliony systemow i programow, ktorych za Chiny Ludowe nikt nie jest w stanie ze soba spiac jakimkolwiek sensownym miedzymordziem (miedzymordzie to moim zdaniem najlepsze tlumaczenie slowa interface). U nas dzial IRM to walczy o klienta, a tutaj byle gowniana spolka i trza wzywac, bo przeciez systemy nijak nie kompatybilne i strach sie bac opinie wydac. A takich konsulatantow IT siedzi w takiej firmie wiecej niz normalnych pracownikow. Optymalizacja, ludzie, optymalizacja! Jesli Bill Gates i reszta luda z Mikroszajsu przechodzila taka nauke programowania, to ciezko sie dziwic, ze takie windowsy zreja zasobow bez opamietania i ze kazde nastepne wymagaja co najmiej 3 razy tyle co poprzednie. Ciekawe co bedzie jak zainstaluje ostatnia rewolucje MS dla Windows XP, czyli SP2, ktore ma bronic i chronic. Mam nadzieje, ze komputer sie jeszcze uruchomi...

Samolotow dalszego ciagu czesc pierwsza

Kujac zelazo poki gorace udalem sie ostatniej, slonecznej zreszta niedzieli na zwiedzanie muzeum lotnictwa w Waszyngtonie. Niestety moja dociekliwosc i zagladanie w kazda, za przeproszeniem, dziure spowodowalo powazne opoznienie calej wycieczki, w zwiazku z czym zwiedzilem zaledwie dwie sale z ilu to nawet nie wiem. Zreszta do czego tu sie spieszyc: ugrzazlem w tym miescie na kilkanascie nastepnych miesiecy, pogada nadciaga iscie zimowa, wiec na nastepne deszczowe weekendy mam doskonale zajecie, bo muzeow, zreszta darmowych, jest tu od groma i jeszcze troche. Dzisiaj czesc pierwsza, znow troche nudnawa, bo techniczna. Duze zabawki dla duzych chlopcow.

Muzeum powietrza i przestrzeni, czyli duza przestrzen zatechlego powietrza :-).

Ryan NYP - 21 maja 1927 roku Charles A. Lindbergh przelecial samotnie bez zatrzymania (ciekawe jak wyglada przelot z zatrzymaniem :-) Ocean Atlantycki z Nowego Jorku do Paryza. Lot zajal 33.5 godziny!!! Wspolczuje pilotowi - tylna czesc ciala po takim czasie wygladala jak nalesnik zapewne. Ja lecialem 3x krocej, na dodatek nie musialem pilotowac, a i tak mialem serdecznie dosc :-).

Slynna DC-3 czyli Dakota. Do dzisiaj jeszcze wiele takich maszyn lata w rozmaitych cywilnych liniach lotniczych.

To jest jeden z moich ulubionych samolotow. Szesciu pasazerow siedzialo wygodnie w kabinie, tylko pilot biedaczek byl narazony na dzialanie wiatru, deszczu i stada wscieklych ptakow.

Grumman F4F - podwiniete skrzydelko. II wona swiatowa - bitwy o Pacyfik.

Grumman F4F - ze wzgledu na skladane skrzydla podwozie musialo byc w kadlubie.

Grumman F4F - a tu zlozone skrzydelko :-).

Tak wygladal celownik z samolotu...

... a tak wygladalo celowanie.

Dzialko Vulcan.

To mi sie strasznie spodobalo - skocznia dla samolotow - dla Harrierow konkretnie.

Silnik Harrier'a. Tego od pionowego startu i ladowania.

Taka mine ma koles, ktory probuje wytlumaczyc komus jak sie robi zdjecia cyfrakiem.

Niemiecka zabawka, czyli Messerschmitt.

Asy lotnictwa - trzeba bylo wygrac min. 10 (przynajmniej na poczatku, potem 5) bitew powietrznych, zeby dostac tytul asa.

O nas tez nie zapomnieli.

Brytyjska klasyka, czyli Spitfire.

Radziecka rakieta SS-20, zdolna do przenoszenia glowic atomowych. Najpewniej takie byly porozmieszczane po rozmaitch silosach min. na terenie Polski.

środa, października 20, 2004

Pozdrowienia dla Slonia :-)

Koncert zyczen sie rozpoczal na dobre - gorace pozdrowienia dla mojej zony, Slonia "C" (Slon klasy "C" powstal w wyniku reakcji chemicznej rozpadu literowego wyrazu Slonce :-). Koteczku, przy okazji wszystkiego naj, naj, naj, bo to zdaje sie juz wedlug polskiego czasu Twoje urodziny!!! Najbardziej to Ci zycze szybkiego przyjazdu tutaj, oczywiscie :-). I wyrozumialosci dla szalonych pomyslow Twojego meza, bo ma ich mnostwo i niepredko sie wyczerpia :-).

Jak na przyklad ten: siedzenie o 11-tej w nocy w samochodzie na pustym parkingu przed kawiarnia z bezprzewodowym dostepem do internetu :-). Jak sie zrobi cieplej to grila przytargam :-). Cud, ze jeszcze nikt nie przyszedl zapytac czemu to szycie radia mi tyle czasu zajmuje :-).

W kazdym razie dziubaskow sto, kocham Cie i tesknie strasznie!!!

Historia z samolotami...

Podrozuje do pracy i z powortem autostrada I-395. Niedaleko rzeczonej autostrady, zaraz przy rzece Potomak, znajduje sie lotnisko im. Ronalda Reagana. I nie bylo jeszcze jednego dnia, zeby mi samoloty nie swistaly nad uszami. Jak bylo cieplej i jezdzilem z dachem otwartym to momentami mozna bylo sie przestraszyc, jak samolot smignal z hukiem.

Fascynujace jest to, ze pomiedzy startujacymi samolotami jest 2-3 minuty przerwy. Bzzzzt i tyle go widzieli. Tak ze jak stoje w korku to ze dwa, trzy zdarza mi gdzies mignac. Poczatkowo probowalem robic zdjecia w biegu, ale uznalem, ze poziom jazdy co niektorych kierowcow nie gwarantuje przezycia nawet przy pelnej koncentracji na tym co sie dzieje na drodze, wiec odpuscilem i raz zjechalem gdzies na parking zrobic kilka zdjec.

Ostatnio podczas lunchu nasz partner opowiadzial historie, jak to ktorejs strasznej zimy (13 stycznia 1982 - ciekawe ile musialo byc na minusie) - tak strasznej, ze metro przestalo dzialac i czesc instytucji panstwowych odmowila posluszenstwa - z rzeczonego lotniska wystartowal samolot linii Air Florida, zamarzl czy tez zamarl, jak kto woli, albo ulegl oblodzeniu fachowo, zaczal opadac, zmiotl z mostu na czternastej ulicy (pasy sa tak usytuowane, ze samoloty przelatuja nad mostem najczesciej) kilka samochodow, wpadl do zamarznietej rzeki, przebil lod i zaryl nosem w dno tak, ze tylko ogon wystawal ponad lod. Niewielu ludzi sie wtedy uratowalo - z 80 chyba 5 osob. Ale jeszcze lepszy motyw, to powod dla ktorego partner opowiedzial nam ta historie.

Otoz w amerykanskich mediach od jakiegos czasu furore robi Howard Stern. Koles jest takim radiowym Larrym Flyntem: bluzgi, sex na antenie, wysmiewanie innych i generalnie ma wszystko z tylu pomiedzy. Podobno koles nastepnego dnia po katastrofie zadzwonil do linii Air Florida (na antenie oczywiscie) i zapytal ile kosztowal bilet z lotniska na most. Oczywiscie cala Ameryka sie strasznie zbulwersowala, koles wylecial z radia, normalnie malo go nie ukamieniowali. A dzisiaj sie o niego co niektore rozglosnie pozabijac chca.

Swoja droga nie wiem czym ci Amerykanie sie tak podniecaja. Po tym co pokazuje MTV (Jackass, Dirty Sanchez - tyle, ze to jest EU, wiec moze oni nawet tego nie znaja - musze zapytac :-) mozna by przypuszczac, ze nic co ludzkie nie bedzie im obce... Tym bardziej, ze jak dla mnie to koles troche przynudza. No ale moze za krotko go sluchalem.

Pierwsze zdjecie - poczatek pazdziernika, 7:30 rano.

I pokazal tylna czesc ogona :-)

Ten wyglada jak zlapany w siec :-)

Wieczorem.

Kolejny poranek nad autostrada.

Ten pociagnal ostro w gore.

Najlepiej wygladaja, jak zaczynaja prawie zaraz po starcie zakrecac.

Ten to sie zerwal do lotu...

Zdjecie przez dziure w dachu. Wtedy jeszcze byla pogoda.

poniedziałek, października 18, 2004

Pierwsze pozdrowienia :-)

Janek, to dla Ciebie. Za to, ze skutecznie udalo Ci sie zapchac mi skrzynke na hotmailu :-). Udalo Ci sie - jestes pierwszy na liscie. Marte, dla Ciebie tez. Trzymajcie sie cieplo, nie dajcie sie i do zobaczenia. Wiecie gdzie :-). A moze gdzie indziej, ktoz to wie :-). I jakby co tego... no chyba, ze byscie bardzo chcieli :-)...

piątek, października 15, 2004

Samochod

Stworzylem osobna stronke o samochodzie. Glownie dla tych co lubia szczegoly techniczne i chcialiby miec NOSa do swojego samochodu :-). Jak tylko sie rozeznam w szczegolach, postaram sie wrzucic jeszcze troche informacji, zwlaszcza o modnym obecnie podkrecaniu :-). Samochod jest tutaj.

środa, października 13, 2004

Odwiedziny

Jakos na poczatku pazdziernika odwiedzily nas dziewczyny z Filadelfii - Asa i Orawan. Eugene wyladawal w D.C. na jakims projekcie i ugrzazl na weekend. Gan przyjechal z NY w ramach zwiedzania, a Antonio, biedaczek, jak zwykle uciekl ze swojego przekletego Baltimore :-), spragniony cywilizacji i towarzystwa studentek z Uniwersytetu w Georgetown :-).
Dziewczyny przyjechaly w sobote wieczorem, bo w ciagu dnia wszyscy mieli qpe spraw do zalatwienia - ja targalem potwora z Ikei, ktorego potem mialy okazje poznac blizej :-). W niedziele, zamiast sie wybrac na zwiedzanie pojechalismy qpic samochod Carlosa - zreszta wszyscy byli zainteresowani, bo wszyscy byli w trakcie qpowania.

Klasyczna knajpa w dzielnicy Georgetown D.C. - Asa (Szwecja-Philadelphia), Carlos (Meksyk-D.C.), Orawan (Tajlandia-Philadelphia).

Eugene (Singapur-Houston), Gan (Tajlandia-NY) i Antonio (Hiszpania-Baltimore)

Dzien Swistaka, czyli kolejny poranek Kojota:-). Dziewczyny wybraly pokoje goscinne hotelu wujek samo zlo. Ze wzgledu na przewage liczebne zarzadzilem odwrot :-) i wycofalem sie na z gory upatrzone pozycje, czyli na sofe :-).

Dzielna asysta przy zaqpie samochodu. Powalila mnie broda sprzedawcy.

Samochod Carlosa. Czteroletni Chevrolet Cavalier. Przebieg kole 100 tysiecy mil. Coz, to jest wlasnie amerykanski samochod. Ten jest bardzo, bardzo maly. Wg ich standardow nie jest to nawet kompakt. Taki nasz Maluch mniej wiecej. Mozna wieszac psy na zuzyciu paliwa, topornosci wykonania i zawieszeniu miekkim jak guma do zucia, ale przed zywotnoscia tych samochodow nalezy pochylic czola. Inna sprawa to fakt, ze wiekszosc tych mil zostala wytluczona na autostradach, nawet przy dojezdzaniu do pracy.

wtorek, października 12, 2004

Szalony pomysl :-)

Moja siostra podsunela mi pewnien szalony pomysl: wszyscy, ktorzy czytaja moje wypociny i napisza maila na adres: mr podkreslenie maloosheck na hotmail kropka com ("podkreslenie" to znak minus razem z shift'em, "na" to znak "a" w koleczku, a "kropka" to klasyczna kropa - nie umieszczam adresu w normalnej postaci, bo po sieci buszyja boty, czyli automatyczne programy wyszukujace adresy emailowe na stronach www i wysylajace potem na napotkane adresy wszelki mozliwy chlam zwany spamem) z tematem "wujek samo zlo:-)" zostana oficjalnie pozdrowieni na lamach mojej stronki :-). a co, jak szalec to szalec. moze przynajmniej sie dowiem ile osob zainteresowal nowy serial internetowy. termin? powiedzmy do konca listopada. liste zwyciezcow oglosze w grudniowej edycji. sa chetni :-)?

Kolejny krok do ludzkosci :-)

Czyli do sprawienia, zeby biale sciany zaczely przypominac mieszkanie. Browary Ladowarka przedstawiaja edycje specjalna zawodow "Pstrag man", czyli zapasy wujka samo zlo z qpa sprezyn, szmat i gabki :-). O mamo, niewiele brakowalo, a wygladalbym jak Kojot z kreskowki braci Warner przywalony glazem.

Gigantyczne orygami, czyli jak upchnac bydle wielkosci prawie dwa na dwa metry do mini vana. Zaraz, zaraz, jak to sie w przedszkolu mowilo? To nie sztuka ubic kruka, ale golym tylkiem siasc na jeza - to jest sztuka :-)

Uchachany wlasciciel :-)

Ta furmanka targalem mastodonta do domu. Niesamowita zabawka. Plynie po drodze. Przy 80 milach na godzine czulem sie jakbym jechal gora 50. Dopiero przy hamowaniu lapalem sie na tym, ze troche szybko jade. Fantastyczna sprawa - w srodku olbrzymia ilosc miejsca, trzy rzedy siedzen, wszystkie skladane i przesuwane, masa schowkow, mozna wpakowac na luzie rowery, deski snowboardowe, bande dzieciakow razem z wozkami i fotelikami samochodowymi. Dwie wady: troche kiepskie przyspieszenie (chyba mi sie w pupie poprzewracalo od mojego samochodu:-) i trzeba jezdzic za cysterna - pije jak smok wawelski po numerku z owieczka Dratewki :-)

Bydle w calej okazalosci

Nastrojowa sofa. Nie oznacza to bynajmniej, ze miesci sie tam nas czy tez ich troje :-). Oczywiscie IKEA. Pomimo swej prostoty jest niezwylke wygodna, co potwierdzilem empirycznie.

Mala refleksja...

Do tej pory myslalem, ze najwiecej ludzi w Stanach mowi po angielsku, a najliczniejsza nacja to Azjaci, ze wskazaniem na Chinczykow. Otoz nic bardziej mylnego - okazuje sie, ze jezykiem dominujacym zaczyna byc hiszpanski, a nacja ktora obok Latynosow widuje najczesciej sa Hindusi. Oczywiscie caly czas mowa o naplywajacych. Co ciekawe: sa takie biura KPMG w Stanach, np. Miami na Florydzie, gdzie jezykiem urzedowym jest wlasnie hiszpanski. Inaczej mowiac: jesli ktos rozwaza przyjazd do Stanow na dluzej - polecam lekcje tego jezyka. Zwlaszcza w Hiszpanii :-).

Kilka fotek z D.C.

Poniewaz jazda samochodem z automatem zajmuje tylko jedna reke, moge czasem w biegu i przelocie robic zdjecia. Tzn. robilem, ale doszedlem do wniosku, ze o ile ja sie nie zabije, to ktos sie we mnie wpakuje, bo niestety umiejetnosci i wiedza lokalnych kierowcow pozostawiaja wiele do zyczenia. Zmiana pasa bez kierunkowskazu i spojrzenia w lusterko to tutaj normalka. Mozna sie nie przejac, ale srednia na autostradzie to ponad 60mil/h czyli ponad 100km/h. To jeszcze spoko - lokalni kierowcy uwielbiaja w nocy i w deszczu jezdzic bez swiatel. Teoria spiskowa, czy co? No i najgorsza rzecz: I-395, czyli autostrada ktora jezdze do pracy i z powrotem lezy w kierunku wschod-zachod. Rano jade w kierunku wschodnim, wieczorem w kierunku zachodnim. A poniewaz D.C. jest plaski jak patelnia, bo wymyslili sobie jakies chore reguly architektoniczne, to caly czas mam slonce prosto w oczy. I inni kierowcy tez. O ile wieczorem to nie problem, bo raczej bede wracal po nocy, to rano jest masakra - moge sobie wyobrazic ilu kierowcow dostanie po galach przy jakims dziwnym manewrze zmiany pasa ruchu.

Poranne ujecie siedziby klienta u ktorego pracuje.

Niebo nad D.C. czyli co ciekawego mozna zobaczyc fruwajacego nad D.C. To tylko jedna z maszyn latajacych ktore widzialem. Najlepsze sa AH-64 Apache, jak czasami przemykaja nad autostradami - pod D.C. jest baza wojskowa.

Jedna z budowli w okolicy w ktorej pracuje. Jak na latarnie to troche za daleko od wody...