czwartek, sierpnia 10, 2006

Tour de US, Vol. 2

Po opuszczeniu St. Louis ruszyliśmy dalej wzdłuż historycznej drogi numer 66.
---
Once we left St. Louis, we drove along historic Route 66.



Kiedyś jadąc z Chicago do LA jechało się zwykłą drogą, teraz wzdłuż zrobili dwupasmową międzystanówkę. O istnieniu 66-tki przypominają tylko postawione gdzieniegdzie znaki. Objechanie tych wszystkich lokalnych atrakcji zajęło by pewnie ze dwa tygodnie.
---
In the past the road from Chicago to LA was an ordinary one, now they have constructed a two lane interstate and only road signs remind about the existence of Route 66. It would take about two weeks to visit all these local attractions along the way.



W każdym razie przejechaliśmy całe Missouri i Oklahomę i późnym popołudniem wjechaliśmy do Teksasu. Po drodze było raczej płasko jak na patelni, stąd wiatraki raczej nas nie zdziwiły. Przypuszczam, że wiaterek momentami musi być niezły.

W Teksasie trochę nam noga zmiękła. Jak się później okazało - na nasze szczęście. Wyprzedzał nas samochód. Po przeciwnej stronie na międzystanową wjeżdżał samochód policyjny. Piknął anytradar. Stefa zwolniła do obowiązującego limitu (70 mil na godzinę). Parę sekund później wyprzedził nas owy samochód policyjny i widzieliśmy jak zatrzymuje samochód który nas wyprzedzał (który notabene nie zwolnił).
---
Anyway, we crossed Missouri and Oklahoma and late afternoon we entered Texas. Along the way the view was terrain was rather flat, so we were not surprised when we saw wind power stations. I guess it can wind pretty strong sometimes.

In Texas we slowed down, which was a good idea as it turned out later. At some point there was a car overtaking us. And on the opposite side of the road there was a police vehicle entering interstated. Our radar detector blinked for a second. Stefa slowed down to the speed limit (70 miles per hour). Few seconds later it was a police car that overtook us and we saw him pulling over the car that overtook us earlier.



Zachód słońca w Teksasie. / A sunset in Texas.

Tak więc tempem spacerowym dotłukliśmy się do Amarillo, TX, gdzie zatrzymaliśmy się na popas :-).

Amarillo słynie z rancza Cadillaców. Pewien milioner Stanley Marsh jakieś 30 lat temu wkopał w ziemię do połowy 10 samochodów tej marki (roczniki od 49 do 63). I powstała atrakcja turystyczna. Trzeba nieźle wytężyć wzrok, żeby zauważyć te furmanki z drogi.
---
So we slowly arrived to Amarillo, TX, where we stopped for a night :-).

Amarillo is famous for its Cadillac Ranch. About 30 years ago Stanley Marsh, a millionaire, half-burried 10 Cadillacs (models 49 to 63) and made it a local attraction. But it is really hard to see them from the road.




Następny na naszej drodze był Nowy Meksyk. / The next state on our way was New Mexico.




Tutaj daliśmy jednak ciała na całej linii, bo początkowo planowaliśmy przejechać przez Santa Fe. Ale zbałamuciła nas Sandia koło Albuquerque, NM i do Santa Fe nie dotarliśmy, a szkoda.
---
We initially planned to visit Santa Fe. However, when we saw Sandia Peak near Albuquerque, NM we decided to stay and go up to the peak. Eventually, we did not ge to Santa Fe, which is a pity.



Na Sandię prowadzi kolej linowa. Oczywiście jak na Stany przystało nie obeszło się bez naja. Znacie naja? To taka cecha lokalna. Zawsze coś musi być naj. Z tą kolejką też tak jest. Najdłuższa przewieszka pomiędzy przęsłami.
---
There is a cable car that goes to Sandia. Of course, as usually in US there must be something "themost". In this case there is the world longest distance between two pylons.





Widok na Albuquerque, NM z samej góry. / Overview of Albuquerque, NM from Sandia.



Uśmiech urlopowicza. / The vacation smile.




Krajobraz po drodze zaczął się zmieniać. / The view along the way started to change.



I w końcu wjechaliśmy do Arizony... / And finally we entered Arizona...

W następnym odcinku: Wielki Kanion. / In the next episode: Grand Canyon.
A Anonymous hjuston na to:

oczywiscie, ze znamy naja
w kazdym miescie jest cos naj.
nie macie co zalowac z tym santa fe. bardzo turystyczne miejsce. to znaczy ladnie, ale w abq tez ladnie :-) - to znaczy na sandii.
my lecimy do abq w pazdzierniku, na baloon fiesta. pomimo tego, ze mieszkalam tam 2 lata to jakos nigdy mnie tam nie bylo w czasie tego zjawiska.

8/10/2006 3:38 PM  
A Blogger Wujek Zdzisek z Ameryki na to:

Balony? Czekamy na zdjęcia :-).

8/11/2006 10:20 AM  
A Anonymous hjuston na to:

abra kadabra
niech sie pojawi nowy post

8/16/2006 3:11 PM  
A Anonymous thernity na to:

a nie masz zdjęcia tych cadillaców ale z drugiej strony? tzn- bardziej od przodu?:))

8/21/2006 9:26 AM  
A Blogger Wujek Zdzisek z Ameryki na to:

nie mam, bo słońce dawało po oczach...

8/21/2006 10:09 AM  

Prześlij komentarz

<< Powrót / Close