wtorek, listopada 23, 2004

Przepis na Tortille

Dostałem od Carlosa przepis na "oryginales blades" meksykańskie tortille. Czyli placki pankracki do tacos, burritos, enchiladas, quesadillas itd. itd. Przepis jest prosty jak budowa cepa. Idziemy do hipermarketu i qpujemy gotowe tortille pakowane w wory foliowe :-D ("Panie doktorze, moja żona twierdzi, że jestem nienormalny, bo lubie naleśniki." "Nie ma w tym nic nienormalnego, ja też lubie naleśniki." "To zapraszam do siebie - mam dwie pełne szafy.")

No topsz, będzie przepis tylko muszę przetłumaczyć z meksykańskiego hiszpańskiego na hiszpański hiszpański, a potem jeszcze na nasz :-D. Słownik się w tle instaluje, więc zaraz będzie.

Generalnie trzeba tak (w nawiasach oryginalne angielskie słownictwo, bom kiepski z kuchennych słówek, może z wyjątkiem łaciny :-):
-35 dkg mąki pszennej (wheat flour)
-7.5 dkg (tu przerwał, lecz róg trzymał, zaraz zaraz zajrzyjmy do słownika, nosz kończ się instalować bydle, przysnąłeś, czy jak?, o mam) smalcu? (lard)
-pół szklanki zimnej wody
-łyżeczka soli
Zmieszać mąkę z solą, dodać szmalec, smalec znaczy się, i wode po trochu, aż się zrobi (znów słownik, o w mordke, pomocy, słownik wysiadł!) "doe" (??? - "nie ma takiego numeru"). Pewnie jakieś jednolite ciasto, albo co. Albo qpa tłuszczu sądząc z opisu :-D. A może bryła? Patrzmy co dalej: pracować na tym aż zmięknie (Co to - "Psy" Pasikowskiego, czy jak?). Odstawić do gara, przykryć szmata i dać postać przez 15 minut. Ukręcać małe kule (zima za pasem, będzie na czym trenować) i rozpłaszczać rękami lub wałkiem ("rolling pin", ha, wiem czego mam w sklepie nie qpować jak żona przyjedzie :-) na bardzo, bardzo cienkie, najcieńsze jakie się da. Piec na rozgrzanym (znowu mi słownik wymiękł - co za lipa ten Longman :-) "comal" - pewnikiem jakaś blacha. Wg Carlosa: A comal is a flat circular or square piece of metal that you heat by putting directly over the burner. Znaczy się jak będzie patelnia świat się nie zawali. Dodać odrobnię, ale odrobinę smalcu na patelnie, żeby się tortille nie sfajczyły.

O mamo, są chętni do spróbowania? Z opisu to takie nasze podpłomyki. Ciekawe co z tego wyjdzie... Ja na razie chyba przy sklepowych zostanę :-D.
A Blogger asl na to:

oj zjadło by się zjadło. zwłaszcza, że u nas wiadomo jak się człowiek odżywia ... dziś był precelek z otrzepanym sezamem i nawilgły od śniegu oraz jagurcik fit 0% tłuszczu (nie dlatego że na diecie, tylko że akurat miał smak brzoskwinia-pomarańcza-marakuja (sic!) i ziarenka - pozostałe informacje o procentach umknęły uwadze). A tu zzzimno. Podkręcam kaloryfer na piątkę jak Mariusz nie widzi. Jak wrócę do domku to spróbuję placki a la Miguel de Woycikez (jedynie mnie ten smalec przeraża)...

11/24/2004 10:27 AM  

Prześlij komentarz

<< Powrót / Close