sobota, października 22, 2005

Santa Monica, Hollywood & L.A.

Co pamiętam z Santa Monica? Palmy na ulicach. Fotele na patio w hotelu (czy tutaj nigdy nie pada?). Wrzask fok w ciemnościach, kiedy staliśmy na molo. Delfiny przepływające wzdłuż plaży o zachodzie słońca. Targ żywności organicznej w sobotę rano na promenadzie Trzeciej ulicy. Ludzie jacyś bardziej wyluzowani. Przeszklone domy na plaży. I ta mgła, która pojawiła się niespodziewanie.

Szkolenie się skończyło w piątek. W sobotę rano wzięliśmy z Philipem fure z wypożyczalni i wyskoczyliśmy na zwiedzanie okolic L.A. Obaj mieliśmy samoloty w niedziele rano, więc mieliśmy jeden dzień na zwiedzenie najważniejszych rzeczy.

Najpierw Malibu. Tutaj lipa, bo mgła. Wiele nie zobaczyliśmy. Więc z powrotem na Sunset Boulevard, Bel Air, Beverly Hills, Rodeo Drive, potem wskok na Mulholland Drive, wreszcie słynny napis Hollywood. Na koniec Hollywood Boulevard i cały hollywoodzki blichtr. Niemniej ciężko uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, jedząc późny lunch w jakiejś pizzerii przy Hollywood Boulevard i patrząc na połyskujący w oddali na wzgórzach wielki napis.

Na koniec zdarzenie nieco traumatyczne, ale jakże pouczające. Nidgy nie będę nocował w centrum L.A. zwłaszcza, kiedy przyjadę samochodem. A już pod żadnym pozorem nie będę nocował w centrum L.A. w hotelu za $50. Spałem w rozmaitych miejscach. Ale hotel w LA przeszedł najśmielsze oczekiwania. Prostytutki, żebracy, pewnie jacyś drobni handlarze narkotykami. Ogólnie strach się bać i makabra. Recepcja za szkłem pancernym, strażnicy odprowadzający gości do windy. O jakości samego hotelu nie wspominając. W każdym razie nie wiem czy nie wolałbym spać gdzieś na plaży, albo w samochodzie. Chyba miałbym mniej w porach...
---

What do I remember from Santa Monica? Palm trees on the streets. Comfortable armchairs on hotel's patio (does it ever rain here?). A scream of seals in the darkness, when we were standing on the pier. Dolphins swimming along the beach during sunset. Organic food market on Thirds Street Promenade on Saturday morning. More relaxed people. And this unexpected mist.

Our training ended on Friday. On Saturday Philip and I rented a car and we left to visit area around L.A. We both had planes back scheduled on Sunday morning, so we had just one day to see the most important places.

First Malibu. We were unlucky, as there was a fog, so we didn't see much. So we went back to Sunset Boulevard, Bel Air, Beverly Hills, and Rodeo Drive. Then we took Malholland Drive up to the famous Hollywood landmark. At the end we arrive at Hollywood along with its gloss. Anyway it was hard to believe it really happened, eating late lunch in some pizzeria at Hollywood Boulevard and seeing the huge label from the distance.

Finally some traumatic, but inspiring experience. I will never ever stay for a night in the hotel at downtown L.A., especially coming by car. And under no circumstances I will stay in the hotel at downtown L.A. for 50 bucks a night. I have spent nights in many different places. But this hotel was absolutely the worst one. There were some sluts, beggers, small drug dealers among the hotel guests. It was my worst experience ever. A reception behind a bullet-proof glass and guards assisting guests to the elevator. Not to mention terrible quality of the hotel's rooms. Overall I am not sure if I wouldn't prefer to sleep on the beach or in the car. I would be less scared...
A Anonymous thernity na to:

to może lepiej byłoby w jakmiś Hostelu za 20$?;)
Pozdrowienia z IV RP :/

10/24/2005 4:54 AM  

Prześlij komentarz

<< Powrót / Close